Nowoczesne samochody przypominają dziś komputery na kołach. Wyposażone w dziesiątki sterowników, moduły komunikacji bezprzewodowej, GPS, systemy infotainment i technologie wspomagające kierowcę, są nie tylko wygodne, ale i… narażone na ataki hakerskie. Cyberbezpieczeństwo stało się jednym z kluczowych tematów w branży motoryzacyjnej – nie tylko dla producentów, ale i dla użytkowników.
Choć wizja „przejęcia kontroli nad autem przez hakera” brzmi jak scena z filmu sensacyjnego, zagrożenia są realne. Od kradzieży danych, przez zakłócenia działania systemów, po zdalne przejęcie kontroli nad funkcjami pojazdu – wachlarz możliwych ataków stale się rozszerza. W dobie autonomizacji i Internetu Rzeczy (IoT), pytanie nie brzmi czy auto może być zhakowane, lecz jak łatwo i czy jesteśmy na to gotowi.
Samochód jako cel cyberataku – jakie systemy są podatne?
Współczesne auta zawierają średnio od 50 do 100 elektronicznych jednostek sterujących (ECU), które odpowiadają za wszystko – od działania klimatyzacji po kontrolę silnika. Połączone są one za pomocą wewnętrznej sieci (CAN – Controller Area Network), która – mimo zaawansowania – często nie była projektowana z myślą o zabezpieczeniach. Jeśli atakujący uzyska dostęp do jednej z jednostek, może próbować manipulować innymi.
Podatne są także systemy komunikacji bezprzewodowej: Bluetooth, Wi-Fi, LTE, porty USB, aplikacje mobilne do obsługi auta czy nawet interfejsy stosowane przez mechaników. Wystarczy luka w jednej z tych technologii, by uzyskać dostęp do systemu pojazdu. Szczególnie ryzykowne są także systemy infotainment i aktualizacje OTA (Over The Air), które – choć wygodne – stwarzają nowe wektory ataku.
Co może zrobić haker z przejętym autem?
Cyberatak na auto może przybrać różne formy – od drobnych utrudnień po realne zagrożenie życia. W najbardziej ekstremalnych scenariuszach haker może:
-
otworzyć zdalnie drzwi i uruchomić silnik (kradzież bez kluczyka),
-
zablokować hamulce lub układ kierowniczy,
-
zakłócić działanie systemów ADAS (np. asystenta pasa ruchu, tempomatu),
-
zmienić dane na wyświetlaczu, wprowadzając kierowcę w błąd,
-
zainstalować złośliwe oprogramowanie do śledzenia lub szantażu,
-
wykraść dane osobowe (np. historię lokalizacji, kontakty z telefonu).
Niektóre z tych przypadków zostały już udokumentowane – np. spektakularne zdalne przejęcie kontroli nad Jeepem Cherokee przez badaczy z firmy bezpieczeństwa w 2015 roku. Ich działania doprowadziły do... wezwania do serwisu ponad 1,4 miliona pojazdów.
Zabezpieczenia i reakcje producentów
Świadomość zagrożeń rośnie, dlatego producenci samochodów zaczynają wdrażać coraz bardziej zaawansowane środki ochrony. Stosowane są m.in.:
-
izolowanie systemów krytycznych (np. hamulców) od systemów rozrywkowych i zewnętrznych interfejsów,
-
szyfrowanie komunikacji między modułami, podobnie jak w bankowości internetowej,
-
detekcja anomalii w sieci CAN i automatyczne blokowanie podejrzanej aktywności,
-
certyfikowane aktualizacje OTA, które mają zabezpieczać przed podmianą oprogramowania,
-
współpraca z firmami cybersecurity, które testują systemy samochodowe metodą „ethical hacking”.
Niektóre marki – jak Tesla, BMW czy Volkswagen – prowadzą programy „bug bounty”, w których hakerzy za wynagrodzeniem zgłaszają wykryte luki. To pokazuje, że cyberbezpieczeństwo zaczyna być integralną częścią projektowania pojazdów, a nie tylko dodatkiem.
Co może zrobić użytkownik, by się chronić?
Choć główny ciężar odpowiedzialności spoczywa na producentach, również kierowcy mogą (i powinni) dbać o bezpieczeństwo swojego samochodu. Oto kilka praktycznych zasad:
-
aktualizuj oprogramowanie auta i aplikacji mobilnych, gdy tylko pojawi się nowa wersja,
-
unikaj podłączania nieznanych urządzeń do portów USB pojazdu (np. pendrive’ów),
-
korzystaj z aplikacji tylko od oficjalnych producentów, unikając „modowanych” wersji,
-
nie łącz samochodu z publicznymi sieciami Wi-Fi, zwłaszcza bez zabezpieczeń,
-
nie udostępniaj aplikacji sterujących autem innym osobom,
-
jeśli to możliwe, ustaw hasła do interfejsów pojazdu (Bluetooth, dostęp przez aplikację),
-
śledź informacje producenta o ewentualnych lukach i wezwaniach do serwisu.
Podobnie jak z komputerem czy smartfonem – ostrożność użytkownika ma znaczenie. W erze cyfrowej nawet najnowsze auto nie jest w pełni odporne na błędy ludzkie.
Podsumowanie
Tak, nasze auta mogą być zhakowane – i nie jest to już domena science fiction. Im bardziej zaawansowane stają się pojazdy, tym większe zagrożenie stwarzają cyberataki. Od kradzieży danych po zdalne przejęcie kontroli – skala ryzyka rośnie wraz z liczbą połączeń, czujników i funkcji.
Jednocześnie rośnie także świadomość i poziom zabezpieczeń. Branża motoryzacyjna uczy się na błędach i inwestuje w bezpieczeństwo cyfrowe, ale kluczowe będzie współdziałanie – inżynierów, ekspertów od cyberbezpieczeństwa i samych użytkowników. Bo choć auta stają się coraz bardziej „smart”, muszą być też coraz bardziej „secure”. Tylko wtedy technologia naprawdę będzie służyć bezpieczeństwu, a nie stwarzać nowe zagrożenia.